Znaczenie Społeczności Chrześcijańskiej w moim życiu

 

Jeżeli mam odpowiedzieć na pytanie, jakie znaczenie dla mnie ma Społeczność Chrześcijańska (SCh), to muszę wrócić zgoła do jej początków, bo już mój dziadek brał udział w jej pracy. Niestety nie wiem, czy należał do ludzi, którzy byli obecni na samym początku, lecz dochowały się jego skrupulatnie napisane przemówienia już z roku 1912, to znaczy 7 lat po założeniu SCh, a na pewno już przed tym zależało mu na pracy przebudzeniowej. Od mej matki wiem, że w ich domu w Dzięgielowie odbywały się zebrania biblijne i dziadek też głosił Słowo Boże w wielu innych domach. Od matki również wiem, że był wiernym modlicielem i często mi przypominała, że w moim życiu widzi owoce modlitw mego dziadka. Dlatego jestem wdzięczny Bogu za to, że ruch przebudzeniowy, praca SCh wpłynęła na życie mego dziadka, życie moje i całej mojej rodziny. Jestem również wdzięczny Bogu, że mógł użyć dziadka jako jedno z narzędzi w ruchu SCh. Dlatego ta Społeczność ma dla mnie tak doniosłe znaczenie.

W roku 1941 przeżywała nasza rodzina wielką tragedię. Zginął mój brat, którego z mego rodzeństwa najbardziej miłowałem. Bardzo ciężko przeżywałem ten cios. Szukałem pociechy, szukałem odpowiedzi na moje nie kończące się pytania. Kazania pastora zboru, do którego uczęszczałem, niestety nie dochodziły do mego serca. Jego przemówienia były może ubrane w przepiękne słowa, ale nie potrafiły uciszyć mego bólu. Wtedy zostałem zaproszony przez dwie dziewczyny do zebrań SCh. Jedną z nich była Milka Teperowa, dziś już nie żyjąca śp. siostra Danysiowa. Tu nareszcie usłyszałem słowa, które moja zbolała dusza tak bardzo potrzebowała. Tutaj po wpływem świadectw wskazujących na Jezusa i we społeczności braci i sióstr, którzy mnie otaczali niezwykłą miłością, zacząłem poznawać wielkość Bożej łaski. Poznawanie Pana Jezusa i spotkanie z Nim było coraz większym moim pragnieniem.

W roku 1943 Społeczność zorganizowała całotygodniową ewangelizację. Wtedy już 8 miesięcy nie pracowałem, gdyż byłem ciężko chory. Lecz miałem jeszcze tyle sił, by móc brać udział we wszystkich zebraniach. Pod koniec każdej ewangelizacji ewangelista wzywał do oddania się Panu Jezusowi. Tych, którzy chcieli tak uczynić, wzywał do powstania i do głośnego oświadczenia: Ja chcę! W ostatni dzień ewangelizacji po długich wewnętrznych zmaganiach darował mi Pan Bóg tę łaskę, że mogłem powstać z miejsca i wyznać: Ja chcę! I tak oddałem moje życie Zbawicielowi. Wtedy stało mi się bardzo ważnym słowo z proroka Izajasza 43,24-25: „...aleś mię obciążył grzechami twemi, a zadałeś mi pracę nieprawościami twojemi. Ja, Ja sam gładzę przestępstwa twoje dla siebie, a grzechów twoich nie wspomnę (BG).” W innym tłumaczeniu jest „nigdy więcej nie wspomnę”. I od tej chwili wiem, że pomimo upadków, zaniedbań, pomimo mej niegodności jestem ułaskawionym dzieckiem Bożym i nic nie może wyrwać mnie z jego rąk. Społeczność stała się moim domem duchowym. Tu znalazłem największy skarb mojego życia – zbawienie duszy.

Tutaj znalazłem też jeszcze inny skarb. Pan Bóg obdarował mnie niezwykłą, nadzwyczajną pomocą. Darował mi żonę o niecodziennych wartościach duchowych. To nie jest tylko moje subiektywne mniemanie, potwierdzali to też inni ludzie nawet zza granicy, którzy bardzo wysoko cenili jej postawę duchową.

Dlaczego o tym mówię? Moja żona od wczesnego dzieciństwa wyrastała w SCh i była jej wiernym członkiem. Tam pozwolił mi ją Pan Bóg znaleźć i przyjąć z jego rąk jako moją najlepszą pomoc. Nie przestanę mu za to dziękować.

Praca Społeczności Chrześcijańskiej poszerzyła mój horyzont duchowy. Ruch Społeczności nie jest obecny tylko na Śląsku Cieszyńskim, ale występuje tak samo w wielu innych krajach europejskich – w Austrii, Szwajcarii, Holandii, w Niemczech, Danii, Norwegii, Szwecji, Finlandii i w Polsce. Miałem możliwość odwiedzić niektóre z tych ugrupowań. Zawsze na nowo to było dla mnie wspaniałe przeżycie, gdyż mogłem stwierdzić, że i tam są bracia i siostry, którzy mają ten sam cel i to samo pragnienie: naśladować Jezusa, jemu służyć i jego uwielbiać. Dziękuję Panu za te wszystkie Społeczności.

Jakie znaczenie ma dla mnie SCh? Z wielu różnych spraw chciałbym podkreślić jeszcze dwie:

W SCh było mi dane poznać wiele braci i sióstr, którzy z przykładną wiernością naśladowali Pana Jezusa, którzy miłowali Pana Boga z całego serca, z całej duszy i siły a w których życiu można było odczytać tę miłość do sprawy Bożej i do braci i sióstr.

Dalszym powodem jest, że SCh nigdy nie wstydziła się rozpoczynać pracę od zera, od niczego. Dla niej były zawsze ważne i te najmniejsze zebrania, te najsłabsze zespoły. W Społeczności nigdy nie chodziło o to, by zabłysnąć, by zasłynąć, lecz o to, by służyć. Pamiętam, że kiedyś często śpiewano pieśń, która była jakby programem tego ruchu: „Ni znaczyć, ni błyszczeć nie chcę. Ja czekam u Pańskich nóg, czy mnie tej skorupy biednej, On w służbie by użyć mógł. I próżny i wynędzniały przynoszę niedostatek mój, by ze mnie, jak wody ze skały, żywota wylewał się zdrój.”

Wielu z nas na pewno jest znana postać Ewy von Thiele-Winkler, znanej raczej pod imieniem „matka Ewa” z Miechowic, która dla pracy misyjnej wyrzekła się swego wspaniałego rodzinnego zamku. Miała bardzo bliski stosunek do SCh, uczestniczyła w historycznym spotkaniu w Ligotce Kameralnej, gdzie podjęto decyzję o założeniu Społeczności. Sama o sobie mawiała, że jest „Ancilla Domini” (łac.- służebnica Pana), nic więcej. To było podstawą, programem i dążeniem SCh w przeciągu całego stulecia. Oby to było wyznaniem i programem Społeczności, lecz również i każdego z nas osobiście także na progu nowego stulecia: „Ancilla Domini” – jestem sługą, służebnicą naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa.

 

 

            Gustaw Hławiczka sen.